Doda kontra Mandaryna
root, 2008-01-17
Na sopockim festiwalu w 2005 roku starły się dwa „talenty” polskiej muzyki rozrywkowej-Mandaryna i Doda. Obserwując ich sceniczne zmagania nasunęło mi się wiele porównań dotyczących kondycji naszej muzyki i praw ochrony przyrody. także postacie obu „wokalistek” utożsamiłem z aktami prawnymi tyczącymi się środowiska naturalnego.
Znalazłem wiele analogii: w moich oczach Doda uosabia rodzime przepisy ochrony przyrody dotyczące do unio wstąpienia. Pani Dorota Doda Rabaczewska grała już od jakiegoś czasu, gdzieś tam ponoć było o niej słychać i podobno odnosiła sukcesy. Ponadto była naszym lokalnym wytworem i - jak nasze przepisy - była w miarę strawna i zrozumiała. Tymczasem Marta Mandaryna Wiśniewska jest w zamyśle przebojowym produktem na miarę Dyrektywy Siedliskowej z programu NATURA 2000 realizowanego obecnie w naszym kraju. Do programu i do „piosenkarki” można odnieść następujące stwierdzenia: mimo ,że bytują na polskim gruncie niosą niezrozumiale treści w obcych językach, promują zachodnie wzorce, są przereklamowane i nieprzewidywalne. Ich twórcy chcieli uzyskać przebój z retorty, lecz sens, moc oddziaływania i przesłanie zagubiły się gdzieś w efekciarskim bełkocie. Otrzymaliśmy produkty ładnie opakowane, medialne ale puste w środku i nieprzydatne.
I tak staremu przeciwstawiliśmy nowe. Nie twierdze, że prostota, przaśność, powierzchowność i jednokierunkowość powinna zwyciężyć nad zawiłą, sformalizowaną nielogiczną komercyjną utopią. Jednak potencjalne większe wartości widzę w szlifowaniu warsztatu i poprawie niedociągnięć, a nie w ślepym przejmowaniu narzuconych wzorców. W odróżnieniu od muzyki której słuchać możemy lecz nie musimy do przestrzegania przepisów ochrony przyrody jesteśmy zobowiązani. Kiepski utwór w fatalnym wykonaniu wyciszymy lub wyłączymy czego niestety nie da się zrobić z bzdurnymi i nieżyciowymi prawami. W Sopocie wygrała Doda, a na naszym poletku przyrodniczym zatriumfowały unijne doktryny. Stało się, lecz to już historia, a przed nami przyszłość pełna różnych festiwali...
Na koniec ostanie porównanie. Celowo słowa „talenty”, „wokalistyki” itp. Wziąłem w cudzysłowie, bowiem jakość i poziom naszych „gwiazd” odpowiada doskonałości przyrodniczych ustaw, a ich twórcy i promotorzy zapatrzeni w sukces dostarczają nam jak dotąd jedynie buble. Innymi słowy: nie najwyższych lotów sztuka lansowana na ogólnopolskim festiwalu daje nam ograniczony wybór między jednym kiczem a drugim i w zasadzie to samo dzieje się na niwie przyrodniczej.
Znalazłem wiele analogii: w moich oczach Doda uosabia rodzime przepisy ochrony przyrody dotyczące do unio wstąpienia. Pani Dorota Doda Rabaczewska grała już od jakiegoś czasu, gdzieś tam ponoć było o niej słychać i podobno odnosiła sukcesy. Ponadto była naszym lokalnym wytworem i - jak nasze przepisy - była w miarę strawna i zrozumiała. Tymczasem Marta Mandaryna Wiśniewska jest w zamyśle przebojowym produktem na miarę Dyrektywy Siedliskowej z programu NATURA 2000 realizowanego obecnie w naszym kraju. Do programu i do „piosenkarki” można odnieść następujące stwierdzenia: mimo ,że bytują na polskim gruncie niosą niezrozumiale treści w obcych językach, promują zachodnie wzorce, są przereklamowane i nieprzewidywalne. Ich twórcy chcieli uzyskać przebój z retorty, lecz sens, moc oddziaływania i przesłanie zagubiły się gdzieś w efekciarskim bełkocie. Otrzymaliśmy produkty ładnie opakowane, medialne ale puste w środku i nieprzydatne.
I tak staremu przeciwstawiliśmy nowe. Nie twierdze, że prostota, przaśność, powierzchowność i jednokierunkowość powinna zwyciężyć nad zawiłą, sformalizowaną nielogiczną komercyjną utopią. Jednak potencjalne większe wartości widzę w szlifowaniu warsztatu i poprawie niedociągnięć, a nie w ślepym przejmowaniu narzuconych wzorców. W odróżnieniu od muzyki której słuchać możemy lecz nie musimy do przestrzegania przepisów ochrony przyrody jesteśmy zobowiązani. Kiepski utwór w fatalnym wykonaniu wyciszymy lub wyłączymy czego niestety nie da się zrobić z bzdurnymi i nieżyciowymi prawami. W Sopocie wygrała Doda, a na naszym poletku przyrodniczym zatriumfowały unijne doktryny. Stało się, lecz to już historia, a przed nami przyszłość pełna różnych festiwali...
Na koniec ostanie porównanie. Celowo słowa „talenty”, „wokalistyki” itp. Wziąłem w cudzysłowie, bowiem jakość i poziom naszych „gwiazd” odpowiada doskonałości przyrodniczych ustaw, a ich twórcy i promotorzy zapatrzeni w sukces dostarczają nam jak dotąd jedynie buble. Innymi słowy: nie najwyższych lotów sztuka lansowana na ogólnopolskim festiwalu daje nam ograniczony wybór między jednym kiczem a drugim i w zasadzie to samo dzieje się na niwie przyrodniczej.
Adam Woźniak
PS. Jako osoba zajmująca się entomologią nie wypowiadam się na temat sensowności tzw. Dyrektywy Ptasiej i chętnie usłyszę na jej temat zdanie tych, którzy „widzieli orła cień”.